Jak uczelnie walczą o studentów, a jak powinny?

Na majowym spotkaniu DRPiN profesor Stefan Jackowski z Uniwersytetu Warszawskiego oraz Piotr Ciżkowicz, dyrektor Ernst&Young zaprezentowali projekt reformy szkolnictwa wyższego do 2020 r0ku.

Dr Andrzej Kalisz, Przewodniczący Związku Pracodawców Dolnego Śląska zwrócił uwagę na przedstawioną w diagnozie liczbę: w 2025 roku będzie o 45% mniej studentów na uczelniach wyższych w Polsce.

Jak będzie wyglądać walka o studentów? Dr Kalisz przedstawił dwie możliwe drogi: 1. Okazywanie szeroko rozumianej życzliwości dla studenta: „Przyjdź do mnie. U mnie bedzie łatwo, milo i przyjemnie i po paru latach wyjdziesz z dyplomem. Strategia 2. „Przyjdź do mnie, bo ja jestem lepszy, lepiej kształcę, daję Ci większą wiedzę i umiejętności.”

Tak naprawdę jest to walka o przetrwanie dla uczelni wyższych. Dr Andrzej Kalisz zadał pytanie JAK? co zrobić, żeby znaleźć jak najlepsze rozwiązanie problemu nadciągającego niżu demograficznego.

Prelegenci są optymistami. Liczą na szlachetną rywalizację i zdrową konkurencję. „Celem strategii jest podniesienie jakości, która teraz pozostawia wiele do życzenia. Strategia daje zestaw bodźców do konkurencyjnej walki. Jednym z nich będzie dopuszczenie do środków publicznych szkół niepublicznych.” Rozdział na temat pobudzania konkurencji możecie przeczytać na stronie poświęconej strategii: http://www.uczelnie2020.pl/docs/Rozdzial_10.pdf

Autorzy proponują, aby postawić na transparentność – dostępna będzie większa ilość informacji na temat poszczególnych uczelni. W internecie znaleźć będzie można „porównywarkę” ocen uzyskanych przez szkoły wyższe w procesie akredytacyjnym, wyniki konkursów, a także rankingi krajowych i światowych uczelni. Dodatkowym kąskiem dla maturzystów ma być publikowany raport satysfakcji pracodawców z absolwentów poszczególnych kierunków.

Brzmi pięknie, a jak będzie?

W tej chwili konkurencji szkół wyższych nie można nazwać zdrową. W piątek w Dzienniku Gazecie Prawnej pojawił się artykuł o „akademickich hienach„, które zleciały się po tym, jak AHE nie otrzymało akredytacji od Ministerstwa. Środki kuszenia studentów używane przez te uczelnie są różne: kieszonkowe, studia za pół ceny, darmowy wyjazd integracyjny nad morze,  czy laptop w leasing.

W jaki sposób reformatorzy chcą namówić do korzystania z niecenowych narzędzi konkurencji? Czy może to konsumenci staną się bardziej wymagający? W dzisiejszych czasach laptop dostają już dzieci na Pierwszą Komunię, więc ciężko jest sobie wyobrazić jakimi gadżetami będzie można kusić przyszłych maturzystów.

19 responses to “Jak uczelnie walczą o studentów, a jak powinny?

  1. W czasach nieuczciwej lub bezsensownej konkurencji trzeba będzie zastanowić się nad prawem. Może system wspierania tych ośrodków, które mają zlecenia badawcze z biznesu będzie systemem, który naturalnie odetnie od „Klienta” – tzn. wyższe szkoły czarów i magii? A może ostrzejsze wymagania PKA? Zobaczymy, ale dyskusja musi trwać 🙂

  2. Moim zdaniem warto się zastanowić nad funkcją uczelni – na ile są one miejscem w którym dostaje się papier pozwalający na akceptację społeczną oraz podstawy komunikacyjne a na ile miejscem które rzeczywiście ma przygotowywać do wykonywania określonej pracy ? Moim zdaniem odpowiedź nie jest oczywista.

  3. Tomasz Sajewski

    Uczelnia to przede wszystkim źródło informacji o możliwościach jakie daje rynek pracy. Dynamika gospodarki rynkowej pokazuje, że jeśli uczelnie szybko nie zaczną dostosowywać swoich programów studiów do wymagań pracodawców to Dyplom będzie przysłowiowym „papierkiem”. Kluczowym aspektem dla prawidłowego rozwoju uczelni jest wprowadzenie elementu konkurencyjności (odcięcie sztywnych wymagań ministerialnych dot. „minimum programowego”). Zbudowanie narzędzi pozwalających oceniać kierunki, tzn. ilu studentów po danym kierunku znajduje pracę, gdzie i ile zarabia? To tylko niewielka część koniecznych zmia.

  4. Ten problem wydaje mi się trochę bardziej złożony. Konkurencja konkurencją, ale trzeba spojrzeć na to z kilku stron.
    1. Uczelnie w Polsce muszą zacząć reformować programy nauczania i dostosowywać je do potrzeb gospodarki i specjalistów jakich potrzebuje. Starać się trzeba jednak reformować wszystkie kierunki.
    2. Obserwacja trendów gospodarki na zachodzie. Jeżeli tam coś jest to za jakiś czas będzie u nas. Jest to dobre gdy nie można u nas przewidzieć co się będzie dziać.
    3. Chyba najważniejsza. Niech uczelnie wyjdą z tych swoich gabinetów i idą w gospodarkę. Kontakty z firmami i umowy o praktyki, staże. To jest największą wartość jaką uczelnie mogą dać studentom – wiedzę + doświadczenie i umiejętności.
    4. Łatwiejszy dostęp do doktoratów dla młodych absolwentów.
    5. Uważam też ze należy zmniejszyć stypendia socjalne, a zdecydowanie zwiększyć naukowe, jako istotne dopełnienie reformy.

    Najważniejszy jest jednak według mnie pkt. 1,2,3. Wówczas problem niżu demograficznego i konkurencji nie będzie aż tak straszny. No i przede wszystkim dbać o dobry wizerunek i zmienić nastawienie do studenta nie tylko na zewnątrz ale i wewnątrz uczelni.

  5. Niestety, jeśli chodzi o funkcje uczelni wyższych, to coraz częściej ich zadaniem jest tylko wspomniane już bezproblemowe dostarczenie odpowiedniego papieru… Stąd i ich sposób „docierania” do potencjalnego studenta podporządkowany jest podkreślaniu korzyści niezwiązanych z wysokim poziomem kształcenia (przykłady laptopów czy kieszonkowego są idealne). Myślę też, że sposoby zachęcania młodych ludzi przez uczelnie są zależne od oczekiwań ich samych względem swojej edukacji. Miejmy więc nadzieję, że to oni będą stawiali swoim przyszłym szkołom coraz wyższą poprzeczkę… 🙂

  6. Tylko czy Uczelnie mają stanowić odpowiednik szkoły zawodowej? Ideą Uniwersytetu nie jest przygotowanie absolwenta do świetnej, dobrze płatnej pracy tylko rozszerzenie jego horyzontów na tyle, żeby był w stanie sobie samodzielnie poradzić w życiu społecznym i promować pewne wartości. Przykładowo: http://www.uj.edu.pl/uniwersytet/statut

    Jeśli te idee się zatracą na rzecz „pójścia uczelni w biznes” to nie będzie to długoterminowo odpowiedzią na bolączki polskiej nauki.

    Polskie uczelnie od lat nie mogą się wybić poza czwartą setkę w światowych rankingach, co jest spowodowane na przykład małą liczbą cytowań polskich naukowców. Należałoby więc umożliwić sprawny transfer wiedzy, promować zespoły badawcze pracujące nad istotnymi międzynarodowo kwestiami i w ten sposób można przyciągać studentów.

    • Tomasz Sajewski

      Nikt nie zabrania Uczelniom promowania idei rozszerzania horyzontów, to i tak w znacznej mierze zależy od samego studenta co robi po zajęciach. Gdyby to była tylko machina do produkowania pracowników to zachodnie przykłady nie przyciągałyby tych najlepiej uzdolnionych studentów. Z pewnością mają oni szerokie horyzonty i określone wartości. W zasadzie na to składa się całe życie człowieka, nie trzeba iść na studia by mieć chęć do uczenia się i promować wartości. Uczelnia może wskazać możliwości, Ty wybierasz. 🙂

      • Cały problem w tym żeby wybór był trafny i wolny a taki nie jest jeśli osoba wybierająca nie jest świadoma wyboru i jego konsekwencji (pytanie czy w ogóle może być). A ocena czy możemy wybrać tą drogę czy inną zależy jedynie od skończonej i subiektywnej ilości informacji zbieranych od otoczenia.

        Jak dla mnie pytanie jak sprawić żeby przekazując wiedzę w którą trzeba uwierzyć „na słowo” że jest potrzebna, zachować dalej możliwość rzeczywistego wyboru (a nie popularnie mówiąc mniejszego zła, co już ostatnio wybieraliśmy swoją drogą 😉 )

  7. Tomasz Sajewski

    1 i 3 pkt o którym piszesz Mateuszu wymaga zmian systemowych. To znaczy trzeba zmienić obowiązujące prawo. W sprawie większej reformowalności programów studiów należy zwrócić się do ministerstwa o nie wydawanie tych bzdurnych rozporządzeń o min. programowym, niech uczelnie same dostosowują do potrzeb te programy (będąc zobligowane przez realia rynkowe, a nie interesy prowadzących).
    Natomiast jeśli chodzi o praktyki i staże to prym wiodą Powiatowe Urzędy Pracy i ich monopol na to – polecam wpis na blogu:
    http://www.kamilcebulski.pl/koncesja-na-niewolnictwo/
    Może jakaś szeroko zakrojona inicjatywa ze strony Dolnośląskich uczelni (studentów) zebranie podpisów pod projektem zmian i do ministerstwa? Co wy na to?

  8. Chodzi mi o to, że Uczelnie nie powinny się odwracać od swojego głównego nurtu czyli dostarczania studentom jak najszerszej wiedzy w stronę biznesu, który z założenia jest chwilowy, zależny od rynku i trendów. W związku z tym, myślę, że najskuteczniejszymi sposobami (nie takimi ad hoc, jak choćby laptopy w leasing) będą:

    1. Duża praca nad swoim wizerunkiem w Polsce i na świecie – występowanie w wielu katalogach i opracowaniach dla studentów (np. myślących o podjęciu studiów za granicą), podpisywanie umów ze znanymi firmami np. na wykorzystanie loga uczelni przy biogramie pracowników wywodzących się z polskiej uczelni, tego typu mniejsze lub większe wizerunkowe rzeczy

    2. Poprawa jakości wyników pracy naukowej – obecnie od wielu lat na świecie w różnych dziedzinach, w tym i humanistycznych prym wiodą zespoły badawcze – zmotywować naukowców do pracy w takich zespołach, przyniesie to więcej cytowań

    3. Współpraca z renomowanymi czasopismami naukowymi – regularna

    4. Jeśli współpraca z biznesem to na zasadzie transferu technologii – jeśli Uczelnia sprzedaje technologię, niech za tym idą ludzie, którzy przy niej pracowali.

    5. Kolejnym aspektem współpracy z biznesem mogą być kierunki zamawiane – uczelnia nawiązuje współpracę z daną branżą, branża się składa a uczelnia gwarantuje absolwentów do pracy na minimalnym ustalonym poziomie.

    6. Last but not least – uwolnienie się spod wymogów ministerstwa – utrzymywanie bzdurnego kierunku, na którym trzeba robić 5 rekrutacji dodatkowych żeby zapełnić limit miejsc jest bezsensowne

    • ad 1. No to jest moim zdaniem spłycanie roli uczelni do argumentów typu laptop czy jazda ferrari po ulicach łodzi dla jednego wylosowanego studenta. Nie mówię że to jest złe, czy nieuniknione ale uwrażliwiam że jest to sfera czysto medialno-psychologiczna i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością jaka jest na uczelni.

      ad 2. Interdyscyplinarność i praca projektowa to moim zdaniem trafna uwaga i inaczej nie widzę pracy badawczej (albo innych rzeczy bym tak nie nazywał)

      ad 3. Otwartość moim zdaniem ma sens, ale z drugiej strony to bardzo zależy jak ta współpraca ma wyglądać – bo na pewno moim zdaniem musi iść równolegle między sferą rzeczywistych osiągnięć naukowych a marketingiem żeby nie wyszło że współpracujemy ze wszystkimi najlepszymi tylko jakoś nic sensownego nie robimy bo to będzie generowało dysonans poznawczy, ale z drugiej strony problem że dzieją się fajne rzeczy i się o nich nie mówi jest przedobrzeniem w drugą stronę.

      A w sumie nasuwa się pytanie a co jeśli rzeczywiście nie bardzo jest się czym chwalić w niektórych miejscach ? i czy to nie stanowi problemu przy współpracy z mediami etc?

      ad 4. Moim zdaniem lepiej dla uczelni jak koło niej będzie otoczka firm zajmujących się transferem lub chodziać jak WCTT przy Politechnice Wrocławskiej gdzie mają oni niezależność finansową mimo że działają pod uczelnią. Bo jeśli współpracę B&R ma organizować obecny wymieniany na szczęście system administracyjny na uczelniach to moim zdaniem to nie ma sensu.

      ad 5. To jest sensowne moim zdaniem, nie mniej też na ile mamy szkolić ludzi pod konkretną firmę jako wyrobników a na ile mamy pokazać im inne drogi które nie przyniosą im korzyści od razu po studiach a np. za 10 lat i jak to zrobić żeby nie sprawić że wszyscy wybiorą z nieświadomością konsekwencji drogę najprostszą, z której potem nie będą mieli potencjału żeby z nie zejść.

      ad 6. No to moim zdaniem podstawa, bo centrala nie koniecznie musi wiedzieć co w regionie ba w konkretnym otoczeniu jest najlepsze dla danej społeczności i to nie powinno być regulowane w głównej mierze na poziomie krajowym (najlepiej jakbyśmy mieli odpowiednio świadome społeczeństwo żeby było organizowane bezpośrednio przez obywateli, organizacje społeczne oraz firmy a także z własnego kapitału)

  9. Odnośnie do promocji uczelni wśród maturzystów.
    Oczywiście, pierwsze kryterium wyboru to renoma szkoły wyższej – i to głównie wśród pracodawców. Jak już zostało wspomniane, kandydaci liczą nie tylko na sam „papierek”. Ten dyplom musi jeszcze coś znaczyć – tj. dawać poczucie bezpieczeństwa, że z dyplomem takiej uczelni nie zostanie się „wykształconym bezrobotnym”.
    Z drugiej strony należy pamiętać, że uniwersytet to nie szkoła zawodowa czy nawet politechnika. Ideą nie jest „nauczenie zawodu” albo dostarczenie bardzo konkretnych umiejętności. Co jednak nie zmienia faktu, że przekazywana wiedza powinna być PRZYDATNA. A takiego poczucia wśród studentów raczej brak.

    Wydaje mi się, że największy wpływ na decyzje maturzystów mają także ich starsi koledzy. To oni bardzo często informują o wielu sprawach związanych z uczelnią i przekazują jej „prawdziwy obraz”. A ich opinii promocją się nie zmieni. Dowcipy o dziekanatach i podejściu do studentów znikąd się nie biorą.

    Może promocję uczelni należałoby zacząć od poprawienia stosunków z już studiującymi?

    • Luiza Jurgiel

      A propos historii o Paniach z Dziekanatu to jeszcze za czasów studenckich popełniłam tekst na ten temat: http://mlodypr.wordpress.com/2009/07/07/pr-dziekanatow-uniwersyteckich/ Jest szansa, że coś się w tej sferze poprawi. My także musimy być wyrozumiali i nie wchodzić do gabinetu z pozycji napastnika

    • „Ten dyplom musi jeszcze coś znaczyć – tj. dawać poczucie bezpieczeństwa”

      No i to mnie przeraża – aczkolwiek uświadamia, że aspekt akceptacji społecznej nie świadomość jest obecnie decydująca przy wyborze drogi życia. No ale może nie może być inaczej…

      Jak dla mnie ideałem było by gdyby nabyte umiejętności i kontakty dawały bezpieczeństwo a papier byłby zbędny – i czasem tak się okazuje po studiach – że jednak jak przychodzi do zderzenia z rzeczywistością to następuje weryfikacja „zaciągniętego kredytu zaufania społecznego” w postaci papieru.

      „Co jednak nie zmienia faktu, że przekazywana wiedza powinna być PRZYDATNA. A takiego poczucia wśród studentów raczej brak.”

      Też się skłaniam ku twierdzeniu, że uczelnia ma udostępnić narzędzia poznawcze a także je przećwiczyć, bez których nie da się nawiązać intelektualnej rozmowy pozwalającej na stworzenie czegoś przydatnego.

      A dwa jak z jednej strony zaufać że to czego nas uczą to rzeczywiście ma sens mimo że tego teraz nie możemy zrozumieć – a kiedy to rzeczywiście nie ma sensu – i czy to czy znajdziemy pracę na linii produkcyjnej dostaniemy kredyt na dom&samochód wychowamy 2 dzieci i zwolnimy miejsce (najlepiej jakoś szybciej żeby nie narażać zusu na straty) ma być wyznacznikiem przydatności wiedzy?

      Odnoszę wrażenie, że dostając wiedzę pozwalającą na komunikowanie się z innymi sensownymi ludźmi i wpływaniu i zmienianiu rzeczywistości i pod względem naukowym, politycznym, ekonomicznym etc, zrzeszaniu się organizowaniu i efektywnemu i trafnemu działaniu jesteśmy w stanie więcej osiągnąć niż dostając odtwócze i dyscyplinujące informacje powielające wiedzę z przed lat.

      Nie mniej przypuszczalnie równowaga między oboma w/w zaprezentowanymi podejściami miała by sens.

      „Wydaje mi się, że największy wpływ na decyzje maturzystów mają także ich starsi koledzy. To oni bardzo często informują o wielu sprawach związanych z uczelnią i przekazują jej „prawdziwy obraz””

      Moim zdaniem to super sprawa i sam podział na lata absolutnie nie powinien byś zamknięty, zresztą ludzie szybko odkrywają jak fajnie mieć kolegę z roku wyżej 🙂
      Nie mniej jest to spojrzenie na kilka lat do przodu nie na kilkanaście czy kilkadziesiąt a to też istotne o ile nawet nie ważniejsze.

  10. Zgadzam się z Tomaszem, że staże to prym PUP-ów, ale mi chodzi o coś lepszego niż staż z tej instytucji. Wydaje mi się, że do tego nie trzeba zmian systemowych, a jedynie tego, aby szanowni Panowi Profesorowie, dyrektorzy Instytutów i Katedr podzwonili trochę do swoich znajomych z różnych miejsc i porozmawiali o możliwości współpracy z uczelniami.

    • Otóż z tego co się orientuję to profesorowie nic innego nie robią cały dzień 🙂 niż gadają dzwonią i nawiązują współpracę i rozkręcają projekty 🙂

      Tylko pytanie na ile mają interes w tego rodzaju współpracy, wspieraniu czegoś tak eterycznego jak student (który też nie koniecznie wykaże wdzięczność ale potem będzie jeszcze mówić że mu się to należy), czy na ile jest to poprostu tym czymś co Ci ludzie chcą robić – może oni rzeczywiście wolą się zajmować tym co lubią a nie użeraniem się z np. biznesem czy nowymi ludźmi – a ludzie różni bywają i tak na każdych 100 nowych znajomych zwykle średnio 1 okazuje się kim kto staje się potencjalną wrogo nastawioną osobą, a szczególnie w takim rozwijającym się społeczeństwie jak nasze gdzie sami przedsiębiorcy się żalą że z kulturą kupiecką źle bardzo jest.

      Ja sobie tak wyobrażam tak tą rozmowę: Panie profesorze może by pan zaczął współpracować dla naszego instytutu z takim a takim żurnalem? A może by Pan miał ochotę zająć się tym za mnie? W sensie Ci ludzie się nie nudzą, a jak się nudzą to z tych samych powodów co my bo nam się nie chce – no więc nie liczyłbym że bez dawki zaangażowania nagle ktoś zostawi to co lubi robić i będzie chciał latać i nawiązywać współpracę bo jak nie ma się wsparcia i docenienia w tej kwestii to się nie chce tego robić – relacje są rzeczą emocjonalną, nie da się tego przeliczyć na ilość machnięć łopatą czy językiem. I widzę to tak jakby no ziom porób jakiś reaserch i najlepiej weź jeszcze ryzyko na siebie a jak będą fajne cyferki to wystawię Ci laurkę że jesteś super. I teraz wyobraźmy sobie że po czymś takim siadamy piszemy wniosek o grant robimy badania i zajeżdżamy się 🙂

      No żeby tak było to albo:
      1. musiałbym i tak chcieć zrobić ten projekt
      2. Musiałbym widzieć korzyści z tego projektu dla mnie i dla bliskich mi ludzi i idei (nie dla administracji, partii czy rzeczy które nie koniecznie traktuję jako najbliższych)
      3. Fajni ludzie z entuzjamem gdyby z tym do mnie przyszli i żebym widział ze im zależy i że będą siedzieć przy tym więcej ode mnie i w to wierzą

      Hasło szanowny Panie profesorze weź się do roboty nie wzruszyło by mnie bardzo bo bym spytał a Pan co robi? W php portal pisze, uczy się tego co dla mnie jest oczywiste, handluje skarpetami, napisał Pan jedną publikację i co świat się zmienił, dostał pan dotecję i jeździ lepszym samochodem ode mnie?

      Innymi słowy problem moim zdaniem tkwi generalnie w ludziach i w systemie który jest nie adekwatny do poziomu potrzebnego do dynamiczniejszego rozwoju – a dwa gigantyczne braki w sferze humanistyczno-kulturowej oraz świadomości.

      I industrializm i konsumpcjonizm nie sprzyjają paradoksalnie rozwojowi systemów poznawczych pozwalających zrozumieć istotę problemu ale raczej dążą do automatyzacji i spraszczania spraw do poziomu, który uniemożliwia podejście naukowe. No nie mniej jest dużo lepszy od obłudnego komunizmu który poza symplifikacją potrzeb człowieka jeszcze zabierał środki do partii tu przynajmniej postęp ze ciut więcej do ludzi trafia 😉

  11. Luiza Jurgiel

    Na blogu prof. Bogusława Śliwerskiego temat AHE potraktowany został jako pretekst do rozmowy o miernikach jakości kształcenia – jak sprawdza się Państwowa Komisja Akredytacyjna, jak powinny wyglądać mierniki wczesnego ostrzegania i co zrobić, żeby było lepiej.

    http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2010/07/akademickie-i-publiczne-systemy.html

  12. Ja myślę, że ewoluować to będzie w dwie strony. Pierwsza skupiająca szkoły o najwyższej jakości nauczania, wymagające i (zapewne) drogie, oraz druga skupiająca szkoły generujące mgr i inż. na papierku. Rynek pracy bezproblemowo zweryfikuje ten podział:)

  13. Halina Siemko-Tomaszewska

    W tekście jest mowa o konkurencji głównie na bazie ceny i jakości. Otóż, jeśli chodzi o trendy światowe, to organizacje konkurowały na bazie ceny w latach 60-tych zeszłego stulecia; na bazie jakości w latach 70-tych i 80-tych. Pod koniec lat 80-tych zaczyna się tez zmieniać rola IT w organizacjach ze wspomagającej na strategiczną. Przy pomocy IT można zmieniać procesy biznesowe spłaszczając hierarchie organizacyjne (metoda – Business Process Reengineering). W latach 90-tych zaczęła dominować konkurencja na bazie innowacji. Szybkość, z jaką organizacja jest w stanie tworzyć praktyczną wiedzę (w formie innowacyjnych pomysłów) i wdrażać ją w życie decyduje o jej sukcesie. Dlatego mówi się o gospodarce opartej na wiedzy (GOW), organizacjach uczących się i organizacyjnym uczeniu. Pracownicy w organizacjach, to pracownicy wiedzy i uczenie się jest częścią ich pracy. Obecne stulecie to różnego rodzaju i na różnym poziomie sieci współpracy.

    Jaka powinna być, w tej sytuacji, rola uczelni? Jaka powinna być rola rządu w GOW? Jakie relacje powinny być pomiędzy biznesem, nauką i rządem i wewnątrz tych obszarów? Dlaczego nie mamy w Polsce Narodowego Systemu Innowacji? Czy używany liniowy model tworzenia innowacji (transfer wiedzy) jest właściwy? Jaka powinna być polityka innowacji? Czy inwestycje w innowacje technologiczne bez inwestowania w innowacje społeczne się zwracają? Czy w otoczeniu nieregularnie zmiennym, czyli turbulentnym, można planować przyszłość na podstawie historycznych danych? Są to – moim zdaniem – pytania, na które należy odpowiedzieć, a nie na pytanie jak konkurować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s